Menu

Love Estate Kraków

Życie Miasta - Dom Komunikacja Kraków

Polacy to mistrzowie przetrwania. Rozmowa z bohaterem „Wyspy Przetrwania” Danielem Wiśniowskim.

loveestate

PF1_0234

Paweł Bystrowski w wywiadzie z Danielem Wiśniowskim krakowskim uczestnikiem „Wyspy Przetrwania” stacji Polsat o ludzkich słabościach i o tym jak osiągnąć sukces.

Paweł Bystrowski: Powiedz jak zaczęła się Twoja przygoda z programem?

Daniel Wiśniowski: Miałem marzenie z dzieciństwa aby wystąpić w programie „Agent”, który był emitowany na początku lat dwutysięcznych. Dlatego jak przeczytałem o castingu ogłoszonym przez  stację Polsat bez wahania wysłałem aplikację.

PB: I tyle, po prostu marzenie z dzieciństwa?

DW: Nie tylko. Po dziesięciu latach pracy w „korpo” chciałem się zweryfikować – czy gość „z cyferkami w oczach” jest w stanie sprawdzić się w survivalu. Zrzucić garnitur i sprawdzić się w warunkach spartańskich.

PB: Trudno było się dostać?

DW: W castingu wzięło udział około dziesięciu tysięcy chętnych. Przechodziliśmy przez cztery rodzaje testów; sprawnościowych, zdrowotnych, psychologicznych oraz kamerowych. Więc tak, nie było łatwo.

PB: Kamerowych, czyli sprawdzali Was jak wypadacie przed kamerą?

DW: Tak ponieważ po pierwsze; czy jesteś w stanie sensownie się wysłowić, a po drugie; „kamera” obnaża wiele naszych słabości i nie każdy nadaje się do tego typu pracy. Po prostu nie każdy dobrze wypadnie przed kamerą.

PB: No dobrze ale dlaczego wybrali Ciebie?

DW: Zwróć uwagę, że każdy z uczestników miał jakąś unikatową historię telewizyjną tzn. podpis pod jego nazwiskiem był intrygujący i przyciągał zainteresowanie widzów. Np. „bikini fitness” – nie miałem pojęcia, że jest taki zawód i na dodatek dobrze płatny. Oczywiście jest to absolutna nisza ale budzi zainteresowanie.

PB: Co takiego robi bikini fitness?

DW: Występuje w pokazach, w sesjach modowych, a na co dzień przesiaduje w salach fitness rzeźbiąc sylwetkę. Tak jak mówię w pewnym sensie każdy był wyjątkowy ale na pewno nie idealny.  Klocek z podpisem „komandos” budził na pewno sprzeczne emocje, kawał chłopa ale trochę za dużo tłuszczu jak na komandosa ale to właśnie mogło być atrakcyjne bo mogło wywoływać u widzów komentarze i docinki typu „patrz jaki to niby komandos, a tu taki brzuch”

PB: Albo piosenkarz disco polo?

DW: Dokładnie gdyby nie ta „specyfika” pewnie nie trafiłby do programu.

PB: Wracam do Ciebie, dlaczego Ty?

DW: Facet z korpo, który na co dzień siedzi w garniturze, dyrektor w dużym banku to był dobry „podpis”.

PB: Od czasu afery „frankowej” bankowcy nie mają dobrej opinii sądzisz, że to był pomysł na Ciebie? Miałeś być takim „złym” w programie?

DW: Sądzę, że taki był pomysł na moją obecność w programie. Chyba taki był plan „będziemy mieć cwaniaka, bankstera, który będzie kosztem innych „piął się po trupach” jak w korpo, a widzowie będą trzymać kciuki, żeby go w końcu wyrzucili”.

Daniel_Winiowski2

 

PB: Zdecydowanie im nie wyszło. Świetnie budowałeś relacje, byłeś wsparciem i takim miękkim liderem, który doskonale popychał zespół do przodu. Zaprzeczenie krwiożerczego bankowca.

DW: Bo taki też jestem. Przez dziesięć lat w Banku zawsze budowałem długotrwałe relacje, nigdy nie oszukałem klienta czy swoich współpracowników. Ale oczywiście twórcy reality jak i ja sam nie wiedziałem do końca jak zachowam się w sytuacjach ekstremalnych. Tak jak mówiłem wcześniej to miał być dla mnie osobisty sprawdzian i gdy oglądałem „tego faceta” w piątki to jestem z siebie dumny, że nie zachowałem się samolubnie i nie zawiodłem zespołu.

PB: Mówisz sytuacje ekstremalne? To jak było na co dzień na tych wakacjach?

DW: Przede wszystkim program w minimalnym stopniu pokazał „niedogodności” dnia codziennego. Każdego dnia walczyliśmy z głodem. Ktoś się może dziwić czemu nie odbywaliśmy np. dalekich wypadów na wyspie. Po prostu byliśmy tak głodni i słabi, że oprócz podstawowych działań „aby przetrwać” i organizować życie „obozowe” nie marnowaliśmy energii. Każde wstanie z piasku to były zawroty głowy. Każdego z nas codziennie dręczyła biegunka. Najwięcej jedliśmy kokosa, który ma działanie przeciwbakteryjne ale i przeczyszczające więc zjadaliśmy węgiel czyli popiół z ogniska ale to i tak nie wystarczało. Wypady po wodę i żywność oraz pilnowanie ognia zwłaszcza w nocy to były podstawowe warunki przetrwania.

PB: Nie było mydła, środków higieny oraz toalet?

DW: Dokuczał nam głód, a mnie szczególnie brak szczoteczki do zębów. Z toaletą było tak, że każdy w piasku rozgarniał ręką dół, a żeby ktoś inny nie trafił w to samo miejsce oznaczaliśmy je fioletowym kwiatkiem.

PB: Można powiedzieć, że wasze WC to były fioletowe kwiatki? A faktycznie spaliście na piasku?

DW: Tak, w spodniach, polarach, a temperatura w nocy spadała do 10 stopni Celsjusza – w dzień było nawet 40 stopni gorąca. Dlatego spaliśmy w takim wianuszku wokół ogniska i należało utrzymywać ogień.

PB: Zdarzały się jakieś romanse?

DW: Tak jak to zostało pokazane w programie były pewne sympatie ale uwierz mi, że gdy jesteś stale głodny i wyczerpany, brudny, a na dodatek często też chorowaliśmy to libido spada Ci do zera. Po prostu organizm wyłącza najmniej przydatne potrzeby wtedy gdy musisz walczyć o przetrwanie.

PB: Twoje „wakacje” trwały pięć tygodni jak na to zareagowali w pracy (Bank BZ WBK) czy Twoi bliscy?

DW: W pracy reagowali wspaniale zarówno na początku jak i po powrocie. Gdy poszedłem do szefa i poprosiłem o urlop zapytał mnie jakie jest moje marzenie? Odpowiedziałem, że w tej chwili wziąć udział w programie. No i powiedział „no to realizuj marzenie”. Miałem w nim wsparcie. Wśród koleżanek i kolegów też. Obawiałem się trochę czy nie stracę autorytetu – szef co to biega w kąpielówkach w TV ale otrzymywałem wiele pozytywnych sygnałów.

PB: Jesteś w jakimś związku?

DW: Obecnie jestem tzw singlem. Codziennie dostaję na fb kilkanaście wiadomości z „propozycjami” ale postanowiłem trochę „odczekać” i na razie postawiłem na zaangażowanie w pracy.

PB: Dajmy spokój z tą pracą i wróćmy na „wyspę”. Jak to było z tymi robalami, "smakowały"?

DW: A weź, smród był taki, że do dziś pamiętam. Jeszcze talerza nie podnieśli, a śmierdziało, a spod niego uciekał "posiłek".

Daniel_Winiowski11

PB: Jak w „Indiana Jones Świątynia Zagłady”, najbardziej obrzydliwa scena to gdy, u Maharadży goście jedzą węże i robaki.

DW:  Koszmar, najgorzej jak trzeba było robakowi odgryźć głowę, a ta ciecz spływała po brodzie… do dziś zbiera mi się na wymioty ale trzeba było to zrobić żeby nasza ekipa weszła do finału. Co do węża to pamiętaj, że drugiego dnia pobytu na wyspie upiekliśmy i zjedliśmy go. Zresztą nasza zdolność zaadoptowania się do surowych warunków zrobiła wrażenie na ekipie telewizyjnej, co spowodowało, że producenci i my zaczęliśmy porównywać nasze wyniki oraz sprawność adaptacji do warunków poszczególnych ekip z wszystkich programów survivalowych. Po nas na wyspie kręcono program dla stacji francuskiej z uczestnikami z Francji i mieliśmy później informacje jak tamci sobie radzili?

PB: I jak radzili sobie Francuzi?

DW: Dużo gorzej. My już drugiego dnia mieliśmy zorganizowane obozowiska, rozpisane zadania, zdobywaliśmy żywność. W naszym plemieniu „Mataki” również drugiego dnia rozpaliliśmy ogień. Sprawdzono również poszczególne konkurencje i też się okazało, że w wielu z nich zrobiliśmy najlepsze obiektywnie wyniki spośród wszystkich uczestników survivalowych reality show.

PB: Czemu mnie to nie dziwi… taką mamy trudną historię i geografię...

DW: Można powiedzieć, że udowodniliśmy po raz kolejny, że Polacy są mistrzami przetrwania. Przede wszystkim  jednak jestem dumny z tego jak współpracowaliśmy oraz, że nie wstydzę się za siebie. Oglądałem wszystkie odcinki jak serial i muszę jeszcze dodać, że miałem obawy, że w trakcie montażu zmanipulują naszymi zachowaniami ale na szczęście nic nie zostało przeinaczone.

PB: A jakie seriale oglądasz teraz, co robisz w wolnym czasie?

DW: Oglądam „Watahę” i „Belfra”, wciągnąłem się. W wolnym czasie również nadal jestem wolontariuszem fundacji Anny Dymnej.

Daniel_Winiowski31

PB: Jesteś mieszkańcem Krakowa i krakusem z urodzenia. Co byś zmienił w naszym mieście?

DW: Denerwują mnie korki komunikacyjne. Chętnie jeździłbym do pracy na rowerze gdyby infrastruktura rowerowa była taka jak np. w Kopenhadze. Tylko, że ludzi nie można na siłę zmusić żeby zostawili auta. Gdyby można było  jeździć na rowerze nie między samochodami czy pod prąd ale bezpiecznie osobnymi drogami to przesiadłbym się na rower. Dla przedsiębiorców nie ma dobrej oferty komunikacji zbiorowej takiej jak np. w Warszawie. Nie mamy metra czy miejskiej kolei aglomeracyjnej kursującej po obwodnicach Krakowa. Niestety ale muszę podróżować autem tym bardziej, że po drodze wykonam kilka rozmów biznesowych, których nie mógłbym prowadzić w tramwaju. Myślę, że komunikacja to będzie coraz większy problem i władze miasta powinny coś z tym szybko zrobić. Aha, zamknąłbym dla ruchu aut Plac Nowy na Kazimierzu. To już jest tak popularne miejsce spotkań, że samochody tam po prostu powodują duże zagrożenie dla pieszych. W swoim mieście raczej nie chciałbym prowadzić walki o przetrwanie na drogach.

PB: Danielu, bardzo dziękuję za spotkanie i ciekawą rozmowę.

DW: Do zobaczenia.

 

 

Pozdrawiam

 

Paweł Bystrowski

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [serialówka] *.dynamic.chello.pl

    Fajnie, że wygrała Kasia należało jej się. A co do pobytu na wyspie to faktycznie w TV nie wyglądało to tak "głodno i chłodno" jak mówi Daniel ale ja jednak chętnie pogłodowałabym na Fidżi :)

© Love Estate Kraków
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci